sobota, 21 lutego 2015

Zmagania codzienne

Tym razem krótko o tym jak robiłam prawko.
Przeglądałam wczoraj stare książki i w ręce wpadł mi podręcznik kursanta, z którego wypadły moje liczne notatki i rysuneczki. Ich misją było uporządkowanie wiedzy teoretycznej oraz praktycznej i poniekąd im się udało. Powiedzmy, że rysuneczki mają na mnie zbawienny wpływ.
Całe szczęście, prawo jazdy mam już prawie dwa lata (WOW) i oby zostało ze mną na zawsze. Śmieszne szkice również zatrzymam, może kiedyś przekażę je mamie. O ile w końcu namówię ją do pójścia na kurs. Co uwierzcie mi, nie jest takie łatwe.
Chociaż lubię prowadzić, muszę się przyznać, że lubiłam to o wiele bardziej gdy miałam w posiadaniu L-eczkę. Może to kwestia braku konsekwencji albo fakt, że w razie poważnego wypadku instruktor opanuje sytuację i mnie uratuje. A może po prostu cudzym autkiem jeździ się lepiej? Któż to może wiedzieć. Uważam jednak, że obecna sytuacja posiada więcej plusów. Przede wszystkim: jeśli pasażer cię zdenerwuje, możesz go po prostu wysadzić. Choćby na rondzie. Tak tylko mówię.






Wybaczcie jakość, notowałam głównie w trakcie jazdy busem.